-Clarie! Biegnij nie poddawaj się!- krzyczał przede mną Nathaniel. Biegłam najszybciej jak potrafiłam jednak to nadal za mało. Mijaliśmy właśnie drzwi od biblioteki gdy ktoś zastawił nam drogę. Zaczęłam się rozglądać we wszystkie możliwe strony.
-Carter, Nathaniel tam!- pokazałam ręką drzwi od szatni. Pobiegłam i chwyciłam za klamkę która po kilku sekundach kopania ustąpiła. Biegliśmy ile sił w nogach. Otworzyłam kolejne drzwi od sali gimnastycznej. Już zaczęłam się cieszyć jednak gdy spojrzałam naprzeciwko ogarnął mnie histeryczny chichot. Zbliżyliśmy się do siebie i oparliśmy placami.
-Co teraz robimy?- zapytał Carter.- Musimy uciec.- szepnął mi do ucha. Dwie dobrze zbudowane sylwetki zaczęły się do nas zbliżać. Przełknęłam głośno ślinę.
-Ja z Carterem odwrócimy jakoś ich uwagę. A ty Clarie uciekaj. Spotkamy się o pierwszej przy zakręcie...
-Nie zostawię was! Nie ma mowy!
-Musisz...
-Nic nie muszę. Siedzimy w tym gównie razem!- z rezygnacją skinęli głową. Mężczyźni byli już tak blisko że dostrzegłam ich twarze. Miejscowi policjanci... Czemu musimy spotykać zawsze te same gliny?
-Uciekamy na trzy. Raz... Dwa...- wzięłam głęboki oddech.- Trzy...- Biegliśmy grupką najszybciej jak mogliśmy w stronę drzwi.
-Stać!- zaczął krzyczeć jeden umundurowany jednak na nic. Nie mogliśmy się teraz poddać. Silna ręce oplotły mnie w pasie.
-Puszczaj mnie!- zaczęłam się wyrywać i kopać jednak na nic.- Uciekajcie!- krzyczałam w stronę przyjaciół. Zawahali się jednak mnie posłuchali.
-Pójdziesz z nami.- powiedział jeden z policjantów i skuli mnie kajdankami. Zaśmiałam się cicho z rozbawienia. Popchnęli mnie w stronę wyjścia. Na boisku stało auto do którego wepchnęli mnie siłą.
-Wżyciu...- na szczęście przez resztę drogi był spokój. Na komisariacie pytali mnie się kim byli
chłopacy. Jednak ja jak zwykle nic nie mówiłam. Nie potrafiłam odezwać się ani jednym słowem.
-Pytam się ostatni raz jak oni mieli na imię...
-Górno to pana obchodzi.- powiedziałam to cicho jednak tak aby słyszał. Mężczyzna wstał z miejsca i wyszedł. Zostałam całkiem sama. Odwróciłam się i spoglądałam w ciemność za oknem. W końcu po paru godzinach przyjechała moja mama oraz ojczym. Zamienili parę słów z blinami i zwrócili się do mnie.
-Clarie idziemy.- powiedział Artur. Nie czekając na więcej energicznie wstałam z krzesła i wyszliśmy z tego pudła. Cała droga przebiegła w milczeniu a gdy już byliśmy na miejscu kazali mi iść na górę. Widziałam na ich twarzy gniew. Nigdy nie widziałam w ich oczach rozczarowania. Weszłam do swojego pokoju i nie rozbierając się od razu się położyłam. Po chwili zasnęłam.
*Następnego dnia*
Gdy się obudziłam był już dzień. Popędziłam do łazienki się przebrać oraz umyć. Ubrana tak zeszłam na dół do rodziców. Mam nadzieję że nie będą się wydzierać. Jak zawsze siedzieli przy stole w kuchni i rozmawiali szeptem przy kawie. Mama odwróciła się w moją stronę.
-Clarie musimy porozmawiać- powiedziała a uśmiech jej zbladł.
-A mamy i czym?- usiadłam na krześle obok Artura i czekałam aż zaczną krzyczeć.
-Dzisiaj wyjeżdżasz do szkoły z internatem.- ze zdziwienia otwarłam usta. Co? Gdzie oni chcą mnie wysłać? Cholera! Przesadziłam.- spakuj się.
-Ale przecież jest Luty! Nie możecie mnie tak przenieść!- wybuchnęłam. Co się ze mną dzieję. Ręce zaczęły mi drżeć a po policzkach płynęły słone łzy. Otarłam oczy. Wstałam z krzesła i jak najszybciej wybiegłam z domu. Muszę znaleźć Nathaniela i to szybko. Mam nadzieję że siedzi jak zwykle w naszym starym miejscu spotkań. Weszłam po drabinie na dach jednego z bloków. Siedział na krawędzi. Gdy mnie zauważył wstał i podszedł do mnie.
-Czemu płaczesz?- zapytał się i wziął mnie w ramiona.
-Wyjeżdżam... do jakieś szkoły. Nie wiem gdzie.- wychrypiałam i się wtuliłam. Ręce znowu zaczęły się mi trząść. Po paru sekundach nie mogłam oddychać. Nathaniel posadził mnie na ziemię.
-Ej oddychaj.
-Próbuję...- wyszeptałam. (czterdzieści sześć, czterdzieści siedem, czterdzieści osiem) Liczyłam swoje słabe oddechy. Wkrótce się uspokoiłam i przytuliłam mocno przyjaciela. Zawsze traktowałam go jak młodszego brata ale od pary miesięcy zaczęłam coś do niego czuć.- Nathaniel?
-Tak?- spojrzał na mnie.
-Ja cię kocham.- zaskoczony nie odwracał od mnie wzroku. Jego oczy rozbłysły.
-Ja też cię kocham Clarie.- zbliżył się do mnie i zachłannie pocałował.
CZYTASZ --> KOMENTUJESZ --> MNIE MOTYWUJESZ!
Czym więcej komentarzy tym rozdziały dłuższe!
-Clarie idziemy.- powiedział Artur. Nie czekając na więcej energicznie wstałam z krzesła i wyszliśmy z tego pudła. Cała droga przebiegła w milczeniu a gdy już byliśmy na miejscu kazali mi iść na górę. Widziałam na ich twarzy gniew. Nigdy nie widziałam w ich oczach rozczarowania. Weszłam do swojego pokoju i nie rozbierając się od razu się położyłam. Po chwili zasnęłam.
*Następnego dnia*
Gdy się obudziłam był już dzień. Popędziłam do łazienki się przebrać oraz umyć. Ubrana tak zeszłam na dół do rodziców. Mam nadzieję że nie będą się wydzierać. Jak zawsze siedzieli przy stole w kuchni i rozmawiali szeptem przy kawie. Mama odwróciła się w moją stronę.
-Clarie musimy porozmawiać- powiedziała a uśmiech jej zbladł.
-A mamy i czym?- usiadłam na krześle obok Artura i czekałam aż zaczną krzyczeć.
-Dzisiaj wyjeżdżasz do szkoły z internatem.- ze zdziwienia otwarłam usta. Co? Gdzie oni chcą mnie wysłać? Cholera! Przesadziłam.- spakuj się.
-Ale przecież jest Luty! Nie możecie mnie tak przenieść!- wybuchnęłam. Co się ze mną dzieję. Ręce zaczęły mi drżeć a po policzkach płynęły słone łzy. Otarłam oczy. Wstałam z krzesła i jak najszybciej wybiegłam z domu. Muszę znaleźć Nathaniela i to szybko. Mam nadzieję że siedzi jak zwykle w naszym starym miejscu spotkań. Weszłam po drabinie na dach jednego z bloków. Siedział na krawędzi. Gdy mnie zauważył wstał i podszedł do mnie.
-Czemu płaczesz?- zapytał się i wziął mnie w ramiona.
-Wyjeżdżam... do jakieś szkoły. Nie wiem gdzie.- wychrypiałam i się wtuliłam. Ręce znowu zaczęły się mi trząść. Po paru sekundach nie mogłam oddychać. Nathaniel posadził mnie na ziemię.
-Ej oddychaj.
-Tak?- spojrzał na mnie.
-Ja cię kocham.- zaskoczony nie odwracał od mnie wzroku. Jego oczy rozbłysły.
-Ja też cię kocham Clarie.- zbliżył się do mnie i zachłannie pocałował.
CZYTASZ --> KOMENTUJESZ --> MNIE MOTYWUJESZ!
Czym więcej komentarzy tym rozdziały dłuższe!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz